Na nadmiar skromności nie mogą narzekać twórcy przeglądarki internetowej stworzonej z myślą o środowisku Gnome w Linuksie. Nazwali ją kodowo epiphany, czyli Epifania, a to znaczy objawienie. Nazwa ta sięga do bardzo starych tradycji chrześcijańskich, czyli do święta objawienia, którego doświadczyli tzw. trzej królowie i w Polsce właśnie pod nazwą Święta trzech Króli ten dzień świętujemy 6. stycznia. Chyba że ktoś jest Ryszardem Petru, to świętuje Sześciu Króli. Oczywiście nawiązanie do chrześcijaństwa w nazwie przeglądarki jest tylko pozorne, chodzi raczej o znaczenie słowa epiphany. Przeglądarka naprawdę jest świetna, ale żeby zaraz objawienie…

Obecnie tylko przeglądarka Brave zbudowana na silniku chromium blokuje natywnie reklamy. Chrome blokować nie chce, bo przecież Google na tym zarabia koszmarnie duże pieniądze. Do Firefoxa są wtyczki, ale wszystkie te przeglądarki są zresztą ogromnie ciężkie. Ostatnio zauważyłem, że Chrome, które nic nie robiło od paru godzin zajmuje blisko 2GB pamięci RAM. Firefox też sporo, choć dzieli to na kilka niezależnych procesów. Zaś przeglądarka Gnome z otwartymi kilkoma zakładkami i odtwarzająca Pink Floydów z Youtube tylko 900MB. Jednak zanim osiągnąłem to, co chciałem, musiałem się trochę napracować.

Ponieważ używam Kubuntu mam do dyspozycji Flatpaka i Snap, oprócz standardowych repozytoriów. Przeglądarka ze Snapa miała jedną wadę – nie zapisywała haseł. To była wersja najstarsza 48.5. Wersja z Flatpaka była najnowsza i była to kompletna porażka. Ostatecznie usunąłem obydwie i zainstalowałem z repozytorium systemowego wersję 49.2. I ta działa bez problemu. Męczyłem ją przez pół dnia i nie wysypała się ani razu, dawała sobie radę z dość problematycznymi stronami i z gracją blokowała reklamy.

Spodobało mi się przydzielanie uprawnień każdej wyświetlanej stronie z osobna. Użytkownik może zdecydować, czy strona ma mieć dostęp do mikrofonu, do kamery, czy ma zapisywać hasła itp., itd. To bardzo wygodne i łatwe, również sprawdzanie certyfikatów jest dużo prostsze i szybsze niż w innych przeglądarkach.

Menu przeglądarki także jest proste, dostęp do zapisanych haseł szybki, nie trzeba się naklikać jak to jest w przeglądarkach Chrome i Firefox. Czego brakuje? Nie ma żadnej opcji synchronizacji lub eksportu danych (np. na wypadek reinstalacji systemu). Nie korzysta też z domyślnych ustawień KDE w tym z tzw. belki górnej. Wpisuje się to w obecną modę minimalistycznego wyglądu przeglądarek, ale ja lubię górne menu i lubię belkę z tytułem strony. Jednak nie można mieć wszystkiego. Sama przeglądarka została skonstruowana na silniku WebKit, tym samym, z którego korzysta Safari w MacOS. A Safari nie jest złą przeglądarką. 😉