FREESCO.PL Dla informatyka i laika
Atylla i Ghandi

Atylla i Ghandi

Gdy prawie ćwierć wieku temu zaczynałem administrować systemami operacyjnymi i sieciami, to przeczytałem pewien mądry artykuł. Nie pamiętam niestety autora. Otóż napisał on, że postawy administratorów są z grubsza dwie. Jeden to administrator typu Atylla – wojownik budzący strach i respekt. Drugi to Ghandi, który pozostaje w cieniu i spokojnymi działaniami doprowadza do oczekiwanych przez siebie rezultatów. Gdy admin Atylla zauważa, że ktoś próbuje wobec jego serwera jakichś potencjalnie szkodliwych działań, wstawia do reguł swojego firewalla głośne REJECT, które niczym dzwon mówi natrętowi: „Odejdź robaku, to mój serwer i ja cię nie wpuszczę”! Z kolei Ghandi w tej samej sytuacji wstawia regułę z cichym DROP, które potencjalnemu włamywaczowi nic nie mówi, zawiesza jego próbę w próżni i nie wie nawet, czy serwer jeszcze istnieje.

Przez wiele lat spotkałem różnych administratorów, do najbardziej zawziętych często należeli ci, którzy opiekowali się serwerami Windows SBS Server. Pamiętacie jeszcze, że taki system istniał? Jego popularność w naszym kraju zaczęła się dlatego, że był oferowany szkołom w ramach sponsorowanych przez UE pracowni komputerowych. Pewien admin-nauczyciel tak mocno zabezpieczył swój serwer, że uczniowie mogli jedynie w pasjansa zagrać. A jednocześnie serwer był kompletnie otwarty z zewnątrz, co sprawiło, że jacyś chuligani umieścili sobie na nim pirackie instalki rozmaitych programów. I wtedy pomyślałem sobie, że lepiej być Ghandim.

To co było kiedyś w porównaniu do dzisiejszej rzeczywistości to jak kolonie letnie dla dzieci z surwiwalowym obozem przetrwania, podczas którego wszystkie chwyty są dozwolone. Dziś administratorzy muszą trzymać „rękę na pulsie”, bo nigdy nie wiadomo, jakie nowe metody włamań i ataków pojawią się jutro. Powinni też roztoczyć opiekę nad użytkownikami swoich serwerów i sieci tak, by zachować bezpieczeństwo, ale nie utrudniać pracy. Dziś kwestie bezpieczeństwa dotyczą nie tylko pracy adminów, ale też szerokiej rzeszy użytkowników komputerów, ale nie tylko, ofiarą hakera można się stać używając tylko smartfona. I przeważnie ofiary nie wiedzą kiedy i jak się to satało. Tracą dostęp do swoich kont pocztowych, do Facebooka, WhatsAppa lub Instagrama, a niestety czasem na tacy podają złodziejom numery swoich kart płatniczych, hasła do kont bankowych lub nawet kompletny dostęp do własnego sprzętu cyfrowego. Granica pomiędzy Atyllą i Ghandim się zaciera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *